Przejdź do treści

5 błędów przy wdrażaniu bezpieczeństwa psychologicznego w firmie


Bezpieczeństwo psychologiczne – nowe hasło, stary problem

Firmy mówią dziś: „Budujemy kulturę otwartości, wspieramy ludzi, chcemy, żeby mówili prawdę”.
Świetnie. Naprawdę.
Tylko że chwilę później słyszę od pracowników:
„Tak, jest program, ale nikt nie ma czasu się tym zająć.”
„Fajny warsztat, ale mój szef i tak robi po swojemu.”
„To kolejna inicjatywa, która umrze po kwartale.”

Dlaczego tak się dzieje? Bo wdrożenie bezpieczeństwa psychologicznego to nie kolejny szkoleniowy „checkbox”, tylko zmiana kultury.
A zmianę kultury najłatwiej zabić… źle zaczynając.


1. Traktowanie tego jak projektu HR

„To program HR, więc to HR ma się tym zająć.”
I już w tym momencie przegrywamy.
Bezpieczeństwo psychologiczne to kompetencja liderów i element strategii biznesowej, nie tylko „dobry klimat w firmie”.

Jeśli liderzy nie biorą w tym udziału, a HR jest sam, to w oczach pracowników to tylko „kolejny pomysł, który ktoś wdraża odgórnie”.


2. Brak „walk the talk”

Nic tak skutecznie nie podcina skrzydeł, jak lider, który na warsztacie mówi: „Bądźmy otwarci”, a dzień później ucina temat na spotkaniu słowami: „Teraz nie czas na takie rzeczy”.
Albo zarząd, który chwali transparentność, ale trudne pytania zamienia w niewygodną ciszę.

Jeśli kultura ma się zmienić, ludzie muszą widzieć, że liderzy robią to, o czym mówią. Bez tego – program umiera po pierwszym entuzjazmie.


3. Przeładowanie zmianami

Wyobraź sobie zespół, który jest po reorganizacji, ma nowe cele, wdraża nowy system, a teraz jeszcze „będziemy rozmawiać o emocjach”.
To trochę jak dołożyć kolejną cegłę komuś, kto już stoi po szyję w wodzie.

Bezpieczeństwo psychologiczne wymaga przestrzeni – czasu na refleksję, rozmowę, ćwiczenie nowych zachowań. W trybie „ciągły sprint” to po prostu się nie dzieje.


4. Kolejny program szkoleniowy… bez zmiany postaw

Można zrobić świetne warsztaty. Można wzruszyć ludzi w sali.
Tylko jeśli nikt potem nie pyta lidera, jak tę wiedzę wdraża i nie ma narzędzi, żeby ją utrzymać w codzienności – to efekt znika szybciej niż noworoczne postanowienia.

Szkolenie to początek, nie koniec. Potrzebny jest proces: mikrointerwencje, feedback, przypominanie i wzmacnianie.


5. Mierzenie… atmosfery, nie efektów

W ankiecie wychodzi: „Czy czujesz się bezpiecznie, mówiąc o problemach?” – 80% mówi „tak”.
Świetnie. Tylko że tydzień później w projekcie nikt nie zgłasza opóźnień, bo „po co psuć prezentację dla zarządu”.

Efektem bezpieczeństwa psychologicznego jest nie tylko „lepszy klimat”, ale więcej informacji, szybsze wykrywanie błędów, większa innowacyjność. Jeśli tego nie mierzysz, to nie wiesz, czy działa.

Kultura, w której ludzie mówią prawdę, oszczędza więcej pieniędzy niż niejedna optymalizacja kosztów, ale wiem też, że bezpieczeństwo psychologiczne nie „wdraża się” w PowerPoincie.
Trzeba je codziennie budować – rozmową, decyzjami, reakcjami na to, co niewygodne.

Bezpieczeństwo psychologiczne to nie moda z LinkedIna. To przewaga konkurencyjna – pod warunkiem, że liderzy mają odwagę, HR ma partnerstwo w zarządzie, a organizacja naprawdę chce słuchać.

W przeciwnym razie… będzie to kolejny projekt, o którym ktoś za rok powie: „No tak, mieliśmy kiedyś taki program, ale nic z niego nie zostało”.

Autor