„Odporny nie znaczy zimny. Jak budować odporność i emocjonalną dojrzałość w pracy pod presją.”

Redakcja: Iza, jesteś trenerką odporności psychicznej i inteligencji emocjonalnej. Co dziś najbardziej doskwiera ludziom w organizacjach?
Izabela Żyłka: Przeciążenie i poczucie, że muszą być „niezniszczalni”. Zmienność, niejasność, decyzje w napięciu – to wszystko codzienność. Ale największym problemem nie jest stres jako taki, tylko brak miejsca, żeby ten stres nazwać i uregulować. Ludzie w pracy czują, że muszą działać – nawet jeśli wewnętrznie się rozsypują.
Zanim ktoś zareaguje impulsywnie, wycofa się albo wypali – warto nauczyć się wracać do emocjonalnej równowagi. I tego właśnie uczę. A przy okazji – przypominam, że jesteśmy ludźmi, nie procesorami do zadań.
Redakcja: Odporność to słowo modne – ale czy rozumiane właściwie?
Izabela Żyłka: Często nie. Wiele osób kojarzy odporność z „twardą skórą”, a to błąd. Prawdziwa odporność to elastyczność – zdolność do odzyskiwania wpływu i równowagi, nawet w trudnych warunkach.
Nie chodzi o to, by nic nie czuć. Chodzi o to, by wiedzieć co się ze mną dzieje – i potrafić świadomie na to odpowiedzieć. To jest siła psychiczna. To jest dojrzałość emocjonalna.
I spokojnie – nie trzeba od razu medytować pod drzewem. Czasem wystarczy jedno świadome „ok, co teraz czuję i co z tym zrobię?”
Redakcja: Co dziś firmy najczęściej zamawiają – szkolenia z odporności czy z emocji?
Izabela Żyłka: Coraz częściej oba naraz – i to mnie cieszy, bo nie da się ich oddzielić. Emocje są częścią naszej odporności. Jeśli lider nie umie rozpoznać napięcia w sobie – będzie je nieświadomie przerzucał na zespół. Jeśli HR nie wie, jak wspierać ludzi w kryzysie – sam się przeciąży.
Coraz więcej organizacji mówi: „Nie chcemy gotowych slajdów. Chcemy narzędzi, które dają ulgę i działają tu i teraz.” I to właśnie robię — uczę prostych technik, które nie wymagają jogi na dachu, tylko dwóch minut uważności między spotkaniami. Serio – to naprawdę wystarcza, żeby zatrzymać spiralę stresu.
Redakcja: Jakie problemy organizacyjne „wychodzą” najczęściej w trakcie warsztatów?
Izabela Żyłka:
– Emocjonalna samotność liderów
– Brak odporności zespołu na ciągłą zmianę
– Nieumiejętność zatrzymania się, gdy emocje biorą górę
– Brak wspólnego języka do rozmowy o napięciu
Liderzy mówią: „Zespół jest zmęczony, ale nie wiem, jak im pomóc.”
Specjaliści: „Znam narzędzia, ale brakuje mi siły.”
HR: „Nie wiem, jak rozpoznać, że ktoś jest blisko wypalenia – póki nie zniknie.”
Redakcja: Jak wygląda Twoja praca w organizacjach?
Izabela Żyłka: Zaczynam od pytania: „Co naprawdę się dzieje?” — nie na slajdzie, ale w codzienności. Jeśli organizacja chce rozwijać odporność – zaczynamy od diagnozy MTQ48. Jeśli chodzi o emocje – pracujemy na testach TIE lub sesjach rozwojowych.
Ale najważniejsze dla mnie jest to, żeby ludzie poczuli się widziani i wysłuchani. Pracuję krok po kroku, bez presji, bez oceniania. Pomagam ludziom zobaczyć, że mogą działać inaczej. Że nie muszą już „musieć”.
Uwielbiam ten moment, kiedy ktoś mówi: „Aha! Czyli ja nie jestem dziwny, tylko po prostu potrzebuję odpocząć / zrozumieć / zmienić podejście.”
Redakcja: Wspomniałaś o liderach – czego najbardziej potrzebują teraz?
Izabela Żyłka: Spokoju. I zgody na to, że też są ludźmi. W środowisku VUCA/BANI lider ma być opoką. Ale opoką nie staje się przez wypieranie emocji – tylko przez nauczenie się, jak je rozumieć i regulować.
Pomagam im odzyskać równowagę, decyzyjność bez presji, empatię bez przeciążenia. Czasem też – zwykłą pewność siebie. Wierzę w ludzi. Serio. Nawet gdy oni jeszcze w siebie nie wierzą. Czasem wystarczy jedna zmiana w słowie: „Powinnam…” na „Mogę i chcę.” To mała zmiana w języku – a ogromna w energii.
Redakcja: Gdybyś miała zostawić czytelnika z jednym pytaniem – jak by brzmiało?
Izabela Żyłka: Kiedy ostatni raz zapytałaś siebie, co czujesz – zanim zaczęłaś działać?
I czy to działanie naprawdę wspiera Ciebie – czy tylko cały świat wokół?